Jest taki moment po sprzątaniu, który chyba każda z nas zna.
Odkurzacz schowany, podłoga umyta, blaty wytarte. W powietrzu unosi się charakterystyczny zapach – świeżości, czystości, porządku. Coś w rodzaju zapachu „wszystko gotowe”. I jest w tym coś naprawdę przyjemnego. Poczucie, że zrobiłaś swoje. Że dom jest zadbany.
Przez lata ten zapach był dla mnie równoznaczny z czystością. Jeśli pachnie dobrze – jest czysto. Jeśli nie pachnie – pewnie coś jeszcze wymaga uwagi.
A potem zaczęłam się zastanawiać, skąd właściwie pochodzi ten zapach. I czy naprawdę mówi mi to, co myślałam, że mi mówi.
W skrócie
Zapach świeżo posprzątanego domu to w większości woń środków czystości, a nie brak zanieczyszczeń. Usunięcie brudu i pozostawienie zapachu produktu to dwie różne rzeczy.
Wiele środków czyszczących i zapachowych zawiera lotne związki organiczne, które po użyciu pozostają przez jakiś czas w powietrzu. To nie powód do paniki ale dobry powód, żeby zacząć myśleć o czystości trochę inaczej.
Skąd pochodzi zapach czystego domu?
To pytanie, które zadałam sobie pewnego dnia zupełnie przypadkowo – stałam w sklepie przed półką ze środkami czystości i zauważyłam, że większość z nich ma w nazwie słowa takie jak „świeżość”, „czystość”, „powietrze po deszczu”, „górska bryza”.
I pomyślałam: dlaczego właściwie czyste pomieszczenie ma pachnieć górską bryzą? Góry są czyste, bo nie ma w nich kurzu, spalin i miejskiego smogu – nie dlatego, że pachną określonym związkiem chemicznym.
Zapach, który kojarzymy ze świeżo posprzątanym domem, to w zdecydowanej większości zapach składników użytych środków czystości – detergentów, płynów do podłóg, środków do WC, odświeżaczy powietrza, płynów do szyb.
To zapachy zaprojektowane przez producentów właśnie po to, żebyśmy kojarzyły je z czystością. I działają bo przez lata nauczyłyśmy się tej asocjacji.
I nie chodzi tutaj o żaden spisek czy manipulację. To po prostu marketing, który przez dekady skutecznie połączył dwa pojęcia: zapach pewnych substancji chemicznych i poczucie czystości.
Czystość a zapach – dwie różne rzeczy
Tutaj zaczęło się moje myślowe przestawienie.
Usunięcie zabrudzenia i pozostawienie zapachu produktu to nie jest to samo.
Kiedy myjemy podłogę płynem zapachowym, faktycznie usuwamy brud ale jednocześnie nanosimy na powierzchnię środek, który przez jakiś czas odparowuje do powietrza. Ten zapach, który czujemy po sprzątaniu, to właśnie ten proces – substancje zapachowe i inne składniki preparatu ulatniające się do pomieszczenia.
Podobnie działa odświeżacz powietrza. Nie usuwa zapachów ale maskuje je, wprowadzając do powietrza własne substancje zapachowe. Dom pachnie przyjemnie, ale w powietrzu jest teraz więcej cząsteczek, nie mniej.
To samo dotyczy kadzidełek, świec zapachowych, dyfuzorów olejków eterycznych. Wszystkie one wprowadzają do powietrza dodatkowe substancje. Część z nas używa ich właśnie po sprzątaniu, żeby „dopełnić” efekt świeżości.
I znowu – nie twierdzę, że to złe czy szkodliwe. Po prostu warto wiedzieć, co się dzieje.
Lotne związki organiczne – co to jest i skąd się bierze?
Kiedy zaczęłam drążyć ten temat, natknęłam się na pojęcie lotnych związków organicznych, w skrócie LZO (po angielsku VOC — volatile organic compounds). To szeroka kategoria związków chemicznych, które w temperaturze pokojowej łatwo przechodzą w stan gazowy i uwalniają się do powietrza.
Znajdziemy je w wielu produktach codziennego użytku – środkach czystości, odświeżaczach powietrza, farbach, lakierach, klejach, a nawet w niektórych materiałach budowlanych i meblach. Część z nich pochodzi ze składników zapachowych, część z substancji aktywnych odpowiedzialnych za działanie czyszczące.
Agencja Ochrony Środowiska Stanów Zjednoczonych (EPA) wskazuje, że stężenie LZO wewnątrz budynków bywa od dwóch do pięciu razy wyższe niż na zewnątrz – a bezpośrednio po użyciu produktów zawierających te substancje może być jeszcze wyższe.
Czy to znaczy, że każdy środek czyszczący jest niebezpieczny? Nie – i nie chcę tu tworzyć takiego wrażenia.
Znaczna część LZO w typowych produktach domowych, przy normalnym użyciu i dobrym wietrzeniu, nie stwarza istotnego ryzyka. Warto jednak mieć świadomość, że „pachnie czysto” i „jest czyste powietrze” to dwie różne informacje.
Dlaczego tak mocno ufamy zapachowi?
To pytanie mnie szczególnie zaciekawiło, bo dotyczy czegoś głębszego niż tylko skład środków czystości.
Węch jest bardzo silnie powiązany z emocjami i pamięcią. Zapachy błyskawicznie uruchamiają skojarzenia i właśnie dlatego tak skutecznie działają w kontekście czystości.
Jeśli przez całe życie po sprzątaniu w domu unosił się zapach określonych środków – ten zapach stał się dla nas sygnałem czystości. Niezależnie od tego, czy faktycznie informuje o braku zanieczyszczeń, czy tylko o obecności substancji zapachowych.
Przemysł środków czystości doskonale o tym wie. Dlatego nowe produkty – nawet jeśli mają zupełnie inny skład – często są projektowane tak, żeby pachnieć podobnie do tych, które znamy od lat. Zapach „czystości” to jeden z najważniejszych elementów tego, jak postrzegamy produkt.
A co z naturalnymi zapachami – ocet, soda, cytryna?
W ostatnich latach wiele osób zaczęło sięgać po naturalne alternatywy dla chemicznych środków czystości. Ocet, soda oczyszczona, cytryna – to składniki, które faktycznie mają właściwości czyszczące i nie wprowadzają do powietrza syntetycznych substancji zapachowych.
Mają jednak jedną cechę, z którą trudno się pogodzić po latach warunkowania: nie pachną tak, jak „powinien pachnieć” czysty dom. Ocet pachnie octem. Soda jest prawie bezwonna. I dla wielu z nas to poznawczy dysonans – wyczyściłam, ale jakoś nie czuję, że jest czysto.
To moim zdaniem najlepszy dowód na to, jak głęboko zakorzeniło się w nas skojarzenie zapachu z czystością. Nawet wiedząc, że powierzchnia jest czysta, brakuje nam zapachowego potwierdzenia.
Co warto zrobić w praktyce?
Nie namawiam do wyrzucenia wszystkich środków czystości ani do rezygnacji z przyjemności, jaką daje ładnie pachnący dom. Chodzi mi o coś prostszego – o świadomość.
Ja akurat w pewnym momencie całkowicie zrezygnowałam z chemii w domu.
Dlaczego?
Ponieważ poznałam sposoby aby utrzymać dom w czystości bez niej.
Dla mnie ma to sens z trzech powodów:
- zdrowie – niezależnie od tego jak duży wpływ mają składniki środków czystości na nas, myślę, że lepiej jest kiedy ani moja rodzina, ani ja nie musimy wcale wdychać tego co po nich pozostaje
- pieniądze – jeśli nie muszę systematycznie kupować środków czystości to te pieniądze zostają w mojej „kieszeni”
- czas – bez chemii można sprzątać po prostu szybciej i wiem to z autopsji
Czy Ty musisz zrobić tak samo jak ja?
Nic nie musisz ale zawsze może zdecydować czy rezygnacja z chemii na rzecz czystszego powietrza w domu, oszczędności pieniędzy oraz czasu to coś nad czym warto się pochylić.
No dobrze. Przejdźmy teraz do ostatniej kwestii…
Czym więc jest naprawdę „czyste powietrze” w domu?
Czyste powietrze w domu to nie powietrze, które ładnie pachnie. To powietrze z możliwie małą ilością unoszących się cząsteczek – kurzu, alergenów, zarodników, substancji chemicznych.
Paradoksalnie, bezpośrednio po intensywnym sprzątaniu z użyciem wielu środków, stężenie niektórych substancji w powietrzu może być chwilowo wyższe niż przed sprzątaniem. Wniosek z tego nie jest taki, żeby przestać sprzątać ale żeby sprzątać świadomiej.
Kiedy to sobie uświadomiłam, zaczęłam patrzeć na domową czystość zupełnie inaczej. Nie przez pryzmat zapachu, ale przez pryzmat tego, co faktycznie unosi się w powietrzu, którym oddycham ja i moja rodzina.

Jeśli zainteresowało Cię pytanie, czym właściwie oddychamy w domu – przygotowałam bezpłatny ebook „Efekt Wody”, w którym opisuję, jak zaczęłam myśleć o domowej czystości szerzej – nie tylko przez pryzmat tego, co widać i czuć, ale też tego, czego nie widać.
Możesz pobrać go bezpłatnie tutaj i samodzielnie wyrobić sobie zdanie.

Ola – mama, żona, ma świra na punkcie sprzątania a dzięki metodzie opartej na wodzie, sprząta nie tylko szybciej ale efekty tego sprzątania są zdecydowanie lepsze i zostają na dłużej.
P.S. Wiesz, że dzięki wodzie powietrze w Twoim domu może być naprawdę czyste? O tym jak to możliwie, przekonasz się w ebook’u „Efekt Wody”.



